2017/10/08

Październikowy urlop

Na chwilę zniknęłam, ale już wracam do żywych. Co robiłam, kiedy mnie nie było? Udowadniałam sobie, że wszystko muszę robić na opak i nawet na wakacje wyjeżdżam tuż po zamknięciu sezonu. Tak, mili moi, na swoje pierwsze od niepamiętnych czasów wakacje wyjechałam w październiku. I nie, wcale nie były to żadne gorące kraje - wraz z Panem Kudłatym postanowiliśmy spędzić ten czas nad polskim morzem. Najmłodszy smyk został z babcią, a my wraz z córką ruszyliśmy na podbicie lotniska. Szczerze trochę się bałam reakcji młodej na ten tłok, kontrole itd., ale naprawdę nie było tak źle - celniczka poprosiła ją, żeby przeszła do niej przez bramkę, a ta dziarskim krokiem ruszyła w jej stronę i... przytuliła z całych sił.

Po dotarciu do Gdańska pojawił się kolejny problem - w końcu mamy październik i wszystkie atrakcje są już dawno zamknięte, a przecież nie będziemy cały czas siedzieć na zimnej plaży. Postawiliśmy na ZOO i to był prawdziwy strzał w dziesiątkę. Amelka uwielbia wszelakie zwierzaki, więc miała mnóstwo uciechy.
Ale tak ogólnie to poza sezonem jest naprawdę fajnie - byliśmy jedynymi ludźmi na cały ośrodek wypoczynkowy :)

Niestety nie dało rady wziąć aparatu, bo bazowaliśmy jedynie na bagażu podręcznym i po prostu nie było miejsca na taki spory ładunek, więc postanowiłam dla odmiany porobić trochę zdjęć telefonem. Może i jakość jest gorsza, ale z racji tego, że komórkę mam zawsze pod ręką, to mogłam uwiecznić więcej chwil.