2017/05/16

Po przerwie

Ale dawno nie pisałam! Z dnia na dzień przekładałam wyskrobanie czegoś nowego i sama nie wiem, kiedy z tych kilku dni zrobił mi się prawie cały miesiąc nieobecności. Ostatnio pogoda jest przecudowna, więc staram się z niej korzystać chodząc na zdjęcia i powoli wracając do fotograficznej formy. Trzeba się w końcu zrelaksować, bo niedługo znowu czekają mnie spore zmiany w życiu, ale o tym nie chcę się wypowiadać, ponieważ jest to zbyt osobista sprawa. Może kiedyś o tym napiszę, ale na pewno nie teraz.

Hm... po takiej długiej przerwie ciężko idzie mi pisanie. Zbyt dużo się dzieje, aby móc to ładnie zebrać w zgrabną całość i wychodzi mi takie nie wiadomo co. Niby mam przygotowanych kilka postów w kopiach roboczych, ale najpierw chciałabym kulturalnie zakomunikować, że wracam i będę blogować dalej.

Także tego... wracam i będę blogować dalej :)

2017/04/22

Siódmy krąg piekieł

Bardzo lubię przeglądać blogi i Instagramy innych mamusiek, a z racji przeogromnej ilości takich stron, przeważnie trafiam do świata mam najbardziej popularnych w blogosferze. Oglądam te wszystkie idealne zdjęcia idealnych dzieci, które są ubrane w idealnie czyste ubrania i tak się zastanawiam, co ja robię źle, skoro mój dom jest wysprzątany do czasu, kiedy dzieciaki się nie obudzą i nie ma takiej możliwości, żeby me latorośle pozostały czyste przez cały dzień - czystość ich ubranek trwa średnio do pory śniadania.

Wydawałoby się, że z moimi pedantycznymi zapędami prowadzenie takiego życia jest niczym trudnym, ale za nic w świecie mi to nie wychodzi i zstępuję do siódmego kręgu piekieł, gdzie zabawki są porozrzucane (prawdziwy hardcore będzie jak zaczną się bawić klockami Lego), a obiad robię pół dnia, bo latam jak poparzona od jednego dziecka do drugiego nie myśląc nawet o zrobieniu tak idealnych zdjęć. 

Więc jak one to robią? Za każdym razem zadaję sobie to pytanie ze zwykłej ciekawości, bo może i jestem po części pedantką i lubię mieć wokół siebie porządek (mniejsza o to, że nawet pranie wywieszam w kolejności od najciemniejszego do najjaśniejszego), to jednak nie chciałabym mieć tak wyidealizowanego życia. Co jak co, ale troszeczkę chaosu jest przydatne, bo wtedy się wie, że się naprawdę żyje, a nie jest się tylko marionetką na pokaz, bo nigdy nie uwierzę, że można tak doskonale wszystko kontrolować.

I tu pojawia się kolejne pytanie: po co to wszystko? Idealizm jest ładny i przyjemnie się na niego patrzy, więc staje się popularny. Przygląda się temu coraz więcej ludzi, zaczyna trafiać do młodych dziewczyn, które mogą zacząć postrzegać dzieci tak, jak są przedstawiane - lalkę, którą się przebiera w ubranka stylizowane na dorosłe. Skuszone tym zachodzą w ciąże, rodzą dzieci i pojawia się rozczarowanie, bo idealne życie znika wraz z wiecznym niewyspaniem, kupkami, kolkami i innymi trudami życia rodzica.

2017/04/14

Jest wiosna, więc są i kotki

Pogoda nas nie rozpieszcza i całe dnie leje. Akurat zastanawiałam się nad tym, co nowego napisać na blogu, kiedy zaczęło się przejaśniać i pomysł sam wpadł mi do głowy: porobię parę fajnych zdjęć, aby wiosna - pomimo tego deszczu - zawitała również i tutaj. Wprost uwielbiam te drobniutkie kwiatki o delikatnej woni i młodą zieleń liści, więc koniecznie musiałam je uwiecznić. Tyle, że nie dane mi zbyt długo poszaleć z aparatem, bo po kilku złapanych kadrach znalazłam... półtoramiesięcznego kociaka, który leżał przy składziku na drewno. Doprawdy, chyba nikt nie ma takiego szczęścia do znajd jak ja - zdarzało mi się nawet iść do lasu na grzyby i wrócić bez grzybów, ale za to z trzema kociakami. Natomiast rok temu przed świętami znalazłam szczeniaczka... ciekawe, co mi się trafi w przyszłym roku ;) A tak na marginesie dodam jeszcze, że tegoroczny fart jest jeszcze większy, ponieważ chcieliśmy przygarnąć kota i co jakiś czas przeglądałam lokalne ogłoszenia, aby sprawdzić, czy ktoś nie ma do oddania takiego małego futrzaka.

2017/03/31

Podsumowanie styczeń-marzec '17

Kiedy zakładałam tego bloga i myślałam nad zmianami, które chciałabym wprowadzić, wpadłam na pomysł robienia podsumowań. Był to krótki przebłysk, o który miałam zatroszczyć się później pod koniec miesiąca, kiedy takie podsumowanie powinno się pojawić. I w ten oto sposób minęły dwa miesiące. Pomyślałam więc, że skoro jestem na tyle nieogarnięta, że nie potrafię zmieścić się z napisaniem takiego postu w ciągu 30 dni, to podzielę rok na cztery części i będę pisała dokładnie co trzy miesiące.

Styczeń

Nowy rok zaczął się wyjściem ze szpitala i ledwo dwadzieścia dni pouczyłam się bycia podwójną mamą, a znów musiałam do niego wracać. Wszak jaki Sylwester, taki cały rok! W międzyczasie zabrałam się za tworzenie tego bloga i bujałam się między tą, a starą stroną. Styczeń był także miesiącem, kiedy w końcu udało nam się wymienić meble na nowe i wreszcie mogłam ogarnąć wszystkie dzieciowe ubranka. Każdy styczeń jest dla mnie taki nijaki i ten też taki był - pomimo wielkiej zmiany, jaką jest drugie dziecko.

Przydomowa latarenka / gęsty śnieg / testowanie nowego aparatu / palmowa choinka do rozbiórki / kontynuacja testowania nowego aparatu

Luty

Zły urok bezbarwnego stycznia zaczął przemijać i w końcu coś zaczęło się w moim życiu dziać. W połowie miesiąca wyskoczyłam z Panem Kudłatym na jeden dzień do Trójmiasta. W końcu zobaczyłam morze zimą i przeżyłam swoje dwa pierwsze loty samolotem. Pod koniec mroźnego lutego pogoda zaczęła sprzyjać, więc wyległam z dzieciakami z domu i zaczęliśmy się spacerować po okolicznych polach i lasach.

Taki tam śnieżek / widoczek na morze / taką mi herbatę córa robi! / nadrzeczne spacery / jakieś tam wysuszone badyle na tle cudnie błękitnego nieba

Marzec

Jeden z moich najulubieńszych miesięcy! W końcu na zewnątrz robi się ciepło, wszędzie nagle pojawia się mnóstwo hiacyntów i tulipanów. Marzec zaczyna się u mnie bardzo miło - urodzinami i Dniem Kobiet, więc trzeba to jakoś uczcić! W tym miesiącu poszalałam z zakupami, a to wszystko za sprawą Matki Rodzicielki, która ruszyła lawinę tym, że postanowiła zabrać się za moje niezdecydowanie i z okazji urodzin zasponsorowała mi zestaw do hybryd, do którego kupna zabierałam się już od dawien dawna i jakoś nie mogłam się na niego zdecydować, bo niby przy mojej miłości do tego typu ozdabiania paznokci po pewnym czasie by mi się zwróciło, to jednak był to dosyć spory jednorazowy wydatek - zakładałam, że wszystkie takie zestawy kosztują około 300 zł, a jednak udało mi się znaleźć o połowę tańszy zestaw z Semilaca. Taka niespodzianka! A skoro mam już zestaw do hybryd, to trzeba było jeszcze dokupić kilka lakierów, syrenkę i inne cuda do upiększania pazurów. Poza tym wpadło mi jeszcze parę rzeczy ubraniowo-kosmetycznych i w najbliższym miesiącu będę musiała zacisnąć trochę pasa, ale było warto!

Trochę wiosny w domu / moja nowa zabawka / w końcu idealny kubek dla mnie! :) / odmładzam się młodzieżowymi trampkami / długie spacery i mały lasek

2017/03/21

Wiosenne spacery

Od dłuższego czasu zabierałam się do tego, aby wyjść w końcu na długi spacer z aparatem w ręce, ale za każdym razem, kiedy znajdowałam na to czas, to zaczynało padać. Dzisiaj też pogoda raczej nie rozpieszczała, ale musiałam się ruszyć i zrobić parę zdjęć. Pociesza mnie fakt, że teraz będzie coraz cieplej i coraz częściej będę mogła się wybierać na takie przechadzki. Już się nie mogę tego doczekać!

2017/03/07

27

Zastanawiałam się, cóż mogłabym napisać z okazji ukończenia 27 lat i ostatecznie zdecydowałam sie na spisanie listy zawierającej właśnie tyle faktów o mnie. Co jak co, ale nie mam zbyt rozbudowanej zakładki o mojej osobie i są tam w sumie same suche fakty, które tak na dobrą sprawę niewiele o mnie mówią.

1. Nie wymawiam 'r'...
2. ...w związku z czym myślałam nad zmianą imienia.
3. Jestem jedynaczką.
4. Męża swego, Pana Kudłatego, poznałam przez Internet.
5. Mam dwójkę cudownych dzieci - Amelię i Wiktora.
6. Przez większość życia byłam uzależniona od obgryzania paznokci...
7. ...a teraz jestem uzależniona od ich malowania.
8. Mam jeden tatuaż (póki co) - jaskółkę na prawym nadgarstku, którą możecie zobaczyć na profilowym.
9. Do tej pory wierzę, że kiedy śpię odkryta, to może złapać mnie za nogę bliżej nieokreślone monstrum spod łożka, przez co nie zasnę na krawędzi i nawet w największe upały śpię ukutana w kołdrę.
10. Mam skłonności iście pedantyczne i wszystko u mnie musi być idealnie równo.
11. Uwielbiam pływać. Najchętniej cały czas siedziałabym w wodzie.
12. Bardzo szybko zasypiam - wystarczy mi dosłownie sekunda.
13. Jestem wybitnie lękliwa i byle pierdoła może mi napędzić niezłego stracha.
14. Nie cierpię się opalać.
15. Nadal nie dorobiłam się prawa jazdy.
16. Ciągle strzelam kostkami w palcach stóp i dłoni.
17. Nie lubiłam nosić pierścionkow do czasu, kiedy na moich palcach wylądował pierścionek zaręczynowy i obrączka. Teraz jak je zdejmuję, to dłoń wydaje mi się taka dziwna i nie wyobrażam sobie bez nich życia.
18. W dzieciństwie marzyłam, że kiedyś zostanę archeologiem bądź żołnierzem.
19. Należę do grupy ludzi, kóra lubi sobie trochę więcej pospać.
20. Absolutnie nie mam ręki do kwiatów - ususzę nawet biednego kaktusa.
21. Nie ma opcji, żebym kiedykolwiek wyszła z domu bez muzyki.
22. Zdecydowanie nie jestem typem imprezowiczki.
23. Ubóstwiam zapach kawy i świeżo skoszonej trawy.
24. Mam lęk wysokości - drugi stopień w drabinie to szczyt moich możliwości.
25. Nigdy w życiu nie tknę paprykarza. Kiedyś jadłam go bardzo dużo i aby przekonać mnie do zjedzenia czegoś innego, Ojciec Płodziciel powiedział mi, że te białe drobinki, to robaczki żyjące pod skórą ryb, z których jest zrobiony ten paprykarz. Wiem, że to ryż, ale te wspomnienie jest silniejsze od faktów.
26. Lubię kwaśne smaki do tego stopnia, że potrafię wypić duszkiem sok z ogórków kiszonych.
Ostatni, 27 punkt postanowiłam oddać Panu Kudłatemu, który orzekł, że jestem przede wszystkim wybuchową zołzą. No cóż... przyznaję, że mam trochę wybuchowy temperament, ale żeby zaraz zołza?!

2017/02/27

Małżeńska konfiskata

Zwykło się mawiać, że od przybytku głowa nie boli, ale jednak u mnie to powiedzenie absolutnie się nie sprawdza. Dwa różne pomysły na blog? Przy moim niezdecydowaniu to o wiele za dużo! W ostatnim czasie bujałam się pomiędzy jednym, a drugim i nie wiedziałam, gdzie ostatecznie mam osiąść. Przypadkiem pomógł mi w tym Pan Kudłaty, który stwierdził, że najlepiej byłoby, gdybym straciła dostęp do jednego ze swoich blogów. Pomyślałam sobie, że to nie jest taki głupi pomysł i ustanowiłam go adminem starego bloga, przy czym sama usunęłam się z jego autorów. Mam nadzieję, że to rozwiąże moje blogowe dylematy i będę na tyle silna, aby nie błagać go na kolanach o podanie hasła.

Także tego... witam ponownie po malutkiej przerwie spowodowanej moim niezdecydowaniem i zapraszam do dodawania się na nowo do obserwatorów, bo więcej adresowych zmian nie przewiduję :)

2017/01/29

Moje małe niebo

Po długich namysłach postanowiłam zmienić adres bloga. Stara nazwa była ze mną długo,a teraz nadszedł moment, kiedy potrzebuję radykalnej zmiany, ale - zapewne ze względu na sentymenty - zaczęły pojawiać się wątpliwości, czy aby na pewno będzie dobrze współgrał z moją osobą? W końcu doszłam do wniosku, że lepszej nazwy wymyślić się nie da, bo przecież osiągając w życiu niemalże wszystko to, co zaplanowałam, żyję w takim właśnie siódmym niebie i skoro chcę przemycać tutaj swoją codzienność, to permanentne siódme niebo wydaje mi się być idealnym tytułem nowego rozdziału mojego życia.

Z racji tego, że w blogosferze jestem już taki szmat czasu, postanowiłam zaszaleć i przejść na własną domenę, aby ten blog był jeszcze bardziej mój. Poza tym uwielbiam prostotę i bardzo miło patrzy mi się na taki krótki adres. Co prawda, mam wobec do tego trochę mieszane uczucia, bo to tak jakby blog przestał być nośnikiem wspomnień, a stał się mniej lub bardziej profesjonalną stroną internetową.

Poza tymi zmianami, chciałabym również wprowadzić tutaj jeszcze więcej zdjęć. Bardzo lubię pisać, ale jeszcze bardziej lubię robić zdjęcia, więc chciałabym, aby to na nich właśnie opierało się moje blogowanie.

I cóż mogłabym jeszcze rzec? Witam ponownie! :)